wtorek, 23 kwietnia 2019

MISERY (rozdział 1)


6 MIESIĘCY WCZEŚNIEJ

                Myśli Mayi krążyły nieustannie wokół tego, jak się liczyło deltę. Nie powtórzyła wzorów - to prawda. Nie przygotowała się w ogóle do sprawdzianu z matematyki - to też prawda. Ale miała ku temu powody. Nie leniuchowała, pracowała ciężko z przyjaciółmi z koła teatralnego nad kolejnym przedstawieniem. Nie pamiętała, kiedy ostatnio wyszła ze szkoły, gdy na dworze było jeszcze jasno. Codziennie dopisywali coś do scenariusza, dyskutowali o rozdzieleniu ról i dzielili się wszelkimi szalonymi pomysłami. To przedstawienie może okazać się przełomem w karierze Mayi, po raz pierwszy zaśpiewa przed taka dużą publicznością. W szkole nikt jeszcze nie słyszał jej śpiewu. Czy powali ich wszystkich na kolana swoim głosem? Maya miała nadzieję, że tak. Z uśmiechem na ustach poddała się tym niewinnym fantazjom, po czym przypomniała sobie o sprawdzianie. Czas mijał, a jej kartka była zupełnie pusta. Jak się liczyło tę pieprzoną deltę?

                Bingo!
Maya poczuła niespodziewanie, jakby ją olśniło. Co z tego, że nie nauczyła się na sprawdzian, skoro siedziała za Hakyeonem, klasowym kujonem. Gdyby tylko lekko podniósł kartkę... Gdyby tylko spisała wzór. Jakoś by sobie wtedy poradziła z tymi zadaniami. Dyskretnie popukała nogą w krzesło chłopaka. A jeśli ją zignoruje? Nie. Nie zignorował, odwrócił się i w tym momencie spadła mu na podłogę ściąga.

- A co to jest? - zapytał z niedowierzaniem pan Ming, wpatrzony w karteczkę leżącą przy krześle najlepszego ucznia - ściąga???
- Nie! - zawołał chłopak i oblał się wstydliwym rumieńcem. Dłonie mu się spociły, a serce biło w nerwowym rytmie. Nie potrafił spojrzeć na nauczyciela. W dodatku kilkoro uczniów wyjęło telefony i nagrywało całą scenę.
- Przestańcie, jeżeli nie chcecie, żebym wam je zabrał - ostrzegł pan Ming, lecz nikt go nie posłuchał - więc co to jest, Hakyeon?
- Nie wiem... Ktoś... Ktoś mi to podrzucił.
- Ciekawe... Do twojej kieszeni? Jak?
- Nie wiem.
W sali rozległ się chichot pozostałych uczniów.
- Przestańcie z tym nagrywaniem - upomniał po raz kolejny pan Ming.
- To naprawdę nie ja...  Przecież dobrze się uczę. Po co mi ściąga? - tłumaczył Hakyeon, starając się schować przed wzrokiem nauczyciela i przed kamerami.
- Ostatni raz powtarzam, kto nie przestanie nagrywać, poniesie tego konsekwencje - uprzedził matematyk, po czym poprosił Hakyeona, by oddał mu tę obciążającą karteczkę.
Nareszcie uczniowie posłuchali i odłożyli telefony, wszyscy poza Hongbinem, który nadal nagrywał z ukrycia. W sali zapanowało pełne napięcia oczekiwanie. Hakyeon schylił się powoli, podniósł karteczkę, a potem raptownym, desperackim gestem wziął ją do ust, przeżuł i połknął. Oczy pozostałych wpatrywały się w niego ze zdumieniem. Wcześniejszy chichot przemienił się w donośny śmiech i szydercze docinki. Twarz nauczyciela sprawiała wrażenie, że zrobiło mu się żal Hakyeona.
- I po co to wszystko? Gdybyś po prostu się nie nauczył, miałbyś możliwość poprawy, a ściąganiem niestety odebrałeś ją sobie - rzekł, zabierając mu sprawdzian i zwracając się do pozostałych - jeżeli ktokolwiek z was rzeczywiście wrobił Hakyeona, mam nadzieję, że ruszy go sumienie na tyle, by przyjść i przyznać mi się do tego, a zapewniam, że do docenię. No! Cisza, wracamy do pisania sprawdzianu.

***

               Hongbin był bardzo dumny z siebie, że udało mu się nagrać kulminacyjny moment przyłapania najlepszego ucznia w szkole na ściąganiu. Filmik podczas przerwy dotarł do wszystkich jego kolegów i koleżanek, ci przekazali go znajomym, a znajomi swoim znajomym.
Maya stała na szkolnym boisku i zachwycała się pierwszymi płatkami śniegu.
- Hahaha, patrz, wygląda jakby ta ściąga stanęła mu w przełyku - kpił Hongbin i podsuwał jej telefon. Nie popatrzyła. - Nie bawi cię to? - zapytał.
- Niezbyt, mam ważniejsze rzeczy do roboty - powiedziała i poszła sobie.

***
                Na popołudniowym spotkaniu koła teatralnego wszyscy ćwiczyli role. Przedstawienie opowiadało o koreańskiej śpiewaczce Yoon Simdeok i jej kochanku, kompozytorze Kim Woojinie, którzy w czasach imperialistycznego kolonializmu wspólnie popełnili samobójstwo. Fakt, że była to prawdziwa historia, dodatkowo poruszał odtwórców. Głównymi
 bohaterami zostali Taemi i Hongbin. Hyerin, Sora i Jinseok wcielili się w osoby z ich otoczenia. Maya, poza tym, że grała żonę kompozytora, miała na koniec wykonać piosenkę opartą na fragmencie poezji Kim Sooweola. Na scenie walały się rekwizyty, kartki scenariusza i mikrofony, a pomiędzy przyjaciółmi bezustannie wybuchały sprzeczki i padały ostre opinie.
- Jest dobrze. Jest dobrze - powtarzał co pewien czas Hongbin - kontynuujmy.
Jeszcze z mnóstwem pomyłek, przebrnęli przez wszystkie punkty scenariusza. Jak na pierwszy raz i tak nie było źle. A z każdą próbą będzie tylko lepiej. Szkolnym aktorom udzieliło się przyjemne podekscytowanie. Wreszcie Maya przytaszczyła zza kulis stojak do mikrofonu. Hongbin nastawił podkład muzyczny i z głośnika popłynęły spokojne nuty, zmieniające się potem w szybką, rockową melodię. Jasny snop światła otoczył sylwetkę dziewczyny. Maya śpiewała czysto i zdecydowanie. Technicznie brzmiała jak profesjonalistka. Tak się czuła. Gdy ukłoniła się po wykonaniu piosenki, przyjaciele nagrodzili ją brawami, tylko Sora stała zupełnie nieporuszona, zakładając ręce na piersi.
- To nie brzmiało przekonywująco - powiedziała.
- Czemu niby nie? - spytała Maya zaskoczona jej komentarzem.
Sora była zazdrosna. To pewne. Sama miała nadzieję, że zaśpiewa tę piosenkę.
- Bo nigdy nie cierpiałaś z miłości. To zabrzmiało po prostu pusto, mimo że masz czysty i mocny głos. Wybacz, nie przekonałaś mnie.
W sali zapadła niezręczna cisza.
- A mnie przekonała! - zawołał po chwili Hongbin.
Maya w milczeniu zaniosła stojak do mikrofonu z powrotem za kulisy. A kiedy wróciła, wszyscy szykowali się do domu, przekomarzali się i żartowali. Nie zauważyli, że ona straciła resztki humoru. To ją zabolało. Na moment znienawidziła ich wszystkich. Urażona zastygła w bezruchu i obserwowała tylko swoich przyjaciół.
- A ty nie idziesz? - zapytała niespodziewanie Sora.
- Jeszcze trochę potrenuję.
Sora podała jej klucze i poprosiła, by nie zapomniała potem zamknąć drzwi.
- Jeżeli cię uraziłam tym, co przedtem powiedziałam, przepraszam... - dodała tak, by nikt inny nie słyszał.
- Nie, coś ty! - zawołała pospiesznie Maya, choć miała ochotę odpowiedzieć zupełnie co innego: Tak, uraziłaś mnie. A wiesz czemu? Bo miałaś rację. Bo miałaś pieprzoną rację! Ty zostałaś zdradzona i porzucona przez kogoś, kogo całym sercem kochałaś i nadal szlochasz nocami w poduszkę. Ja nigdy nie cierpiałam z miłości i nic o tym nie wiem.
Sora pomachała jej, po czym wyszła z przyjaciółmi. Maya z westchnieniem upadła na kolana przy odtwarzaczu stereo i ponownie nastawiła podkład muzyczny. Nie poddawała się. Śpiewała, jakby nic innego jej nie pozostało. Śpiewała, póki nie zdarła sobie gardła. A później podgłośniła muzykę tak, by nie słyszeć swoich myśli i położyła się na scenie wpatrzona w sufit, nadal otoczona jasnym snopem światła. Co za dziwne uczucie, była zupełnie sama w wielkiej teatralnej sali. Gdyby chciała, mogłaby wrzeszczeć, mogłaby wyć, i tak nikt nie przybyłby z pomocą jej udręczonej duszy, a ona po prostu się modliła.  Boże, proszę, pozwól mi cierpieć z miłości, pozwól mi cierpieć z miłości, pozwól mi cierpieć z miłości, powtarzała. Maya po raz pierwszy nie modliła się o szczęście, lecz o cierpienie.

***
                Hakyeon do późna uczył się w bibliotece. Kiedy wyszedł, owiało go zimne powietrze jesiennego wieczoru. Na boisku sportowym kilkoro uczniów kopało piłkę. Z ich włosów kapały kropelki potu. Ta szkoła nigdy nie jest pusta, nigdy nie jest spokojna i bezpieczna, pomyślał, ruszając w drogę do domu. To wtedy poczuł niespodziewane uderzenie w głowę, a wycelowana w niego piłka potoczyła się obok. Hakyeon odwrócił się za siebie i ujrzał dwóch chłopaków w sportowych bluzach. Obaj byli to uczniowie równoległej klasy. Jeden z nich miał kolczyki w uszach. Drugi osiągał sukcesy w szkolnej drużynie footballowej. On zapewne uderzył piłką Hakyeona.
- Hej, ty, ściągozjadacz! - zawołał go z kpiącą miną.
- I co, dobra była? Jak smakowała? Nie masz może sraczki? - pytał prześmiewczo ten w kolczykach.
Hakyeon postanowił, że nie da się sprowokować takimi zaczepkami, chciał ich zignorować, niestety nie pozwolili mu tak po prostu odejść.
- A to? - kontynuował ten w kolczykach - to też zjesz?
Następnie wyciągnął z plecaka prezerwatywę, rozpakował ją i podstawił Hakyeonowi pod twarz.
- No, żryj! - dopingował go szkolny sportowiec.
- Zabierzcie to - poprosił grzecznie Hakyeon.
- O nie, nie, nie! - śmiał się sportowiec.
Gwałtownym ruchem przyparł Hakyeona do muru i zatkał mu nos.
- No, otwórz buzię, otwórz, bo się udusisz - powtarzał ten w kolczykach.
Nadal trzymał prezerwatywę, przygotowany do wepchnięcia jej swojej ofierze w usta. Z przerażenia Hakyeon upuścił wypożyczone z biblioteki książki. Z hukiem rozsypały się dookoła.
- Przestańcie - rozległ się w tym momencie opanowany, lecz stanowczy, dobrze znany Hakyeonowi głos.
Maya. Co tu robiła? Już raz miał dziś przez nią problemy, lepiej, by się nie wtrącała. Zdziwieni dręczyciele spojrzeli w jej kierunku. Maya wyrwała prezerwatywę temu w kolczykach i rzuciła mu prosto w twarz.
Oni jej nie darują, pomyślał Hakyeon, pobiją ją, nie, nie, nie darują jej tego!
- Co ty wyprawiasz? - zapytał.
Maya nachyliła się, zbierając z ziemi książki i starannie je wycierając. Oni tylko stali i patrzyli.
- Jeżeli nie przestaniecie go dręczyć, gorzko tego pożałujecie - powiedziała, a potem otoczyła ramieniem oszołomionego kolegę z klasy i dodała - chodź, Hakyeon, nie warto tracić czasu na tych debili.
Kiedy odchodzili, usłyszeli pełne zainteresowania rozmowy:
- Nie znasz jej? Kujon ściągozjadacz ma dziewczynę? Co to za laska?
- Maya - powiedziała, odwracając się jeszcze i posyłając im obojętny uśmiech.
Obaj zamilkli, lecz nadal patrzyli na nią, jak gdyby ledwie co doświadczyli cudu.
Maya i Hakyeon odsunęli się od siebie, gdy tylko zniknęli z oczu chłopakom. Przez moment szli w milczeniu, ramię w ramię, w księżycowym blasku. Para buchała im z ust z każdym kolejnym oddechem.
- Dziękuję - rzekł wreszcie Hakyeon.
- Nie ma za co.
- Mogli ci coś zrobić.
- Mogli.
- Nie bałaś się?
- No, może trochę. Na szczęście okazało się, że są tylko mocni w gębie, a kiedy się im postawisz, kapitulują. Nie zapomnij o tym, gdyby znowu ci dokuczali.
- Ja nie mam z nimi szans.
- Czemu tak myślisz?
- Bo jestem nikim.
- To nieprawda, nie jesteś nikim, jesteś uważany za najlepszego ucznia w szkole - powiedziała z przekonaniem Maya.
Hakyeon zatrzymał się i popatrzył jej prosto w oczy.
- To jest moim przekleństwem.

***

               Maya zmarzła po drodze, a kiedy wreszcie dotarła do domu, usłyszała głos mamy:
- Czy to ty, Mayu?
- Ja, a kto inny?
Od dziesięciu lat mama codziennie tak ją witała. Od dziesięciu lat mama codziennie łudziła się, że tata pewnego dnia wróci...
- Siadaj, córeczko. Głodna? Odgrzeję ci zupy.
Maya zrzuciła kurtkę i buty, odłożyła torbę i usadowiła się przy stole, przyglądając się swojej zmęczonej codziennymi trudami rodzicielce, pielęgniarce w państwowym szpitalu.
- Dziękuję - powiedziała, gdy mama po chwili podała jej miskę zupy i sama zajęła miejsce obok.
- Jak w szkole?
- OK.
- A na próbie?
- OK.
- No, to dobrze.
Nie rozmawiały przez resztę posiłku.
- Idę się jeszcze pouczyć - postanowiła potem Maya.
Kiedy znalazła się w swoim pokoju, położyła się na posłaniu na podłodze i rozejrzała się dookoła. Nie posiadała wiele, szkolne podręczniki, zeszyty, kilka ubrań, wystarczyłoby spakować się do walizki i odejść. Kiedyś tak zrobi, odejdzie w poszukiwaniu lepszego życia. Jak tata. Tak dobrze go rozumiała i nienawidziła jednocześnie. Zamiast się uczyć, sięgnęła telefon i przejrzała klasowy czat. Jedynym poruszanym dziś tematem była wpadka Hakyeona na sprawdzianie z matematyki.

Shinju: naprawdę to zjadł???
Hongbin: tak, widać na filmiku
Sookyung: widać, widać^^
Sora: je jak chomiczek😁
Minseok: wpierdala jak świnia😃😃😃
Jinseok: chruuum!

Maya wyłączyła telefon. Kiedyś stąd odejdzie. I nigdy nie wróci. Jak tata.

***
                Następnego dnia podczas przerw Hakyeon ukrywał się w bibliotece. Nie chciał znosić kolejnych szyderstw, upokorzeń i krzywych spojrzeń. Nie przypuszczał tylko, że może spotkać tu Mayę. Z typowym sobie spokojem dosiadła się do niego i powiedziała:
- Hakyeon, potrzebuję twojej pomocy.
- Jak mnie tu znalazłaś?
- A gdzie może chować się szkolny kujon, jeżeli nie w bibliotece? - zażartowała i... rozbawiła go.
- W czym mam ci pomóc?
- W napisaniu listu dla pana Ming o tym, czemu podrzucenie ci ściągi było złe.
Hakyeon spojrzał na nią zdezorientowany.
- Przecież tego nie zrobiłaś.
- A skąd wiesz?
- Bo tak naprawdę nikt mi jej nie podrzucił, sam ją sobie zrobiłem, a potem po prostu nie mogłem się przyznać.
- No, proszę, byłeś bardzo przekonywujący.
- I ty też, skłamałaś, a pan Ming uwierzył w coś, czego nie zrobiłaś.
- Jakby nie było, to przeze mnie cię przyłapano. Nie umiałam wzoru na deltę i chciałam, żebyś dał mi spisać, a ty się obejrzałeś i wtedy wypadła ci ściąga.
- Pewnie masz mnie za kompletnego świra.
- Powinnam?
- A kto o zdrowych zmysłach zjada ściągi?
- Może ktoś, kto się boi i jest zdesperowany?
- Dlaczego? Dlaczego cały czas walczysz w mojej obronie? Hm?
- Bo ja wiem, czym jest desperacja.